WWD

Przeciążenie.

Przeciążenie, zmęczenie, nadmierne obciążenie bodźcami, obowiązkami. Spotyka to każdego z nas. Spotyka to dużo częściej dzieci wysoko wrażliwe, które odbierają więcej i czują bardziej. Niczym najdokładniejszy barometr wyczuwają także nasze emocje. Wiedzą, że coś się święci. WWD są wprost bombardowane przez odczucia zmysłowe, przez ich rozmyślania, ciągłe podejmowanie decyzji, wybory. Aż do pewnego momentu. Gdy granica zostaje przekroczona, jak w każdym mechanizmie, włącza się czerwona lampka alarmowa i wystarczy iskra, najmniejsza drobnostka by wywołać pożar. Uważni rodzice potrafią czasem przewidzieć wybuch, wiedzą że trzeba odpocząć i zregenerować dziecko, bo w przeciwnym wypadku będzie awaria. Czyli krzyk, płacz, tupanie nogami, rzucanie przedmiotami itp.

Wysoko wrażliwe dzieci mogą okazywać „załamania” związane z przeciążeniem nie tylko w trakcie wycieczek do nowych miejsc, tutaj lista nowych bodźców jest oczywista, ale także w zwyczajne dni, są przecież bardziej wrażliwe na zimno, ból, gryzące ubrania, kamyk w bucie.. Pomyślcie z perspektywy dziecka jakie to musi być trudne.

Myślałam kiedyś, że przeciążenie powinno występować raczej wieczorem, po dniu pełnym wrażeń. Nie byłam gotowa na oznaki przeciążenia i wszystkie związane z tym grymasy i jęczenia już od samego rana. Tymczasem NAPRAWDĘ dzieci o większej wrażliwości mogą być już zmęczone rano. Bo noc kiepska, bo mama wcześniej obudziła, bo oczko szczypie, bo siostra od rana dokucza, bo będzie przedstawienie.. i tak zamiast wesoło uśmiechniętego szkraba mamy od rana dziecko marudzące. I to nie zła wola dziecka. Mamo i tato zrozumcie to – one też mogą być prze-cią-żo-ne.

Przykład (także przeciążenia rodziców):

Pakujemy się do wyjazdu. Mam na głowie spakowanie całej rodziny, staram się niczego nie zapomnieć. Jeszcze krem do pupy. A może lek przeciwgorączkowy, wiadomo że dzieci lubią chorować w czasie wyjazdów. Ciągle coś mi się przypomina. Biegam, czuję presję czasu. W międzyczasie ogarniam codzienną rutynę poranka, czyli ubieranie, mycie, szorowanie zębów. W pośpiechu przez przypadek zahaczam ręką o klamkę drzwi i zrywam bransoletkę, którą niedawno dostałam od Męża.

Kurde, zerwała mi się bransoletka – rzucam w przelocie.

Ja Ci tego przecież nie naprawię. – odpowiada ze złością Mąż.

W pierwszej chwili myślę „przecież nic od Ciebie nie chcę, tylko mówię”- czuję się niezrozumiana. Potem zrzucam winę na siebie w myślach – to moja wina. Od samobiczowania do jeszcze większej złości – „powiedzieć nic w tym domu nie można”. Dopiero po ochłonięciu po wielu godzinach rozumiem: Mąż też zmęczony pakowaniem, wynoszeniem rzeczy do auta, odganianiem dzieci od moich nóg, warknął bo też się zezłościł. Ja potrzebowałam wtedy tego, czego ciągle się uczę – NAZWANIA EMOCJI.

„Rozumiem Gosia, wkurzyłaś się. Czujesz się bezsilna, bo nie wiemy czy uda się ją naprawić?”

Wystarczyłoby.

Ta sama sytuacja ze Starszą. W zabawie staje na nowej zabawce, a ja wiem, że zaraz pęknie i się zepsuje. Mówię więc spokojnie „To się może złamać, zejdź proszę”. W odpowiedzi widzę bunt w oczach, zaczyna się lament, wybiega do innego pokoju. Ja zmęczona porannym chaosem rzucam: „nic księżniczce powiedzieć nie wolno”. I ona wtedy czuje się jak ja wcześniej – niezrozumiana.

Wystarczyłoby przecież na początek:

Miałaś fajny pomysł, zdenerwowałaś się, że Ci w nim przeszkodziłam. Widzę, że jest to dla Ciebie trudne, kiedy czegoś Ci zabraniam?

O tym jak radzić sobie z przestymulowaniem u dzieci w następnym wpisie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *