WWD

Odejmować, a nie dodawać, czyli jak postępować z dzieckiem w kryzysie.

Kryzys rozwojowy czy każdy inny związany z sytuacją w domu, wśród rówieśników, czy np. placówce, to taki krok w tył. Już umiało sikać na nocnik, a tu bach – krzyk i pisk i wracamy do pieluch. Już prawie samodzielne, a znów każe się karmić, buty zawiązywać i całkiem ubierać. Już spędzało satysfakcjonujący czas z tatą, a nagle niczym bumerang wraca fala mamozy i totalnej zależności od obecności jednego opiekuna.

Znacie to?

Sześciolatek wybuchający taką złością, jakiej świat nie widział – a przecież to już takie duże dziecko.

Trzylatek, niby już po buncie dwulatka, a sam nie wie czego chce i trudno mu dogodzić.

Mama niby ukochana, a słyszy ciągle, że głupia, że się dziecko wyprowadzi i nie mogło mieć gorszych rodziców.

Trudno to znieść. Trudno być ostoją i oazą cierpliwości, gdy tajfun szaleje. Po raz piąty i dziesiąty damy radę, ale tysiąc pięćdziesiąty to już gorzej.

„taka duża, a tak się złości”

„zachowuje się jak dzidziuś!”

„tyle moich starań, a jemu ciągle coś nie pasuje”

Na jednym z webinariów Gosi Stańczyk przeprowadzonym wraz z Anitą Janeczek-Romanowską było o rozwoju, o takiej mądrości, jaka tkwi w tym, żeby ten maluch na chwilę cofnął się o krok, by za chwilkę wskoczyć o niebo dalej. Bo nowy członek rodziny, bo grupie rówieśniczej trudno sprostać, bo ciało rozwija się tak intensywnie, że brakuje zasobów na komponenty psychiczne. I tam, między słowami, mówią żeby dziecku w takim trudnym czasie:

RACZEJ ODEJMOWAĆ, A NIE DODAWAĆ

Temu dziecku jest trudno, trudniej niż zwykle. Zamiast dokładać „przecież umiesz już zawiązywać buty, nie bądź dzieckiem” może ukucnij, wesprzyj i pomóż ten jeden raz? Zamiast „zaraz pójdziesz do szkoły, a tu takie wybuchy złości? jak Ty tam sobie poradzisz?” pomyśl, że gdy w ogóle jest nam ciężej, to i ze złością będzie nam trudniej. Gdy my jesteśmy utrudzeni, też nam trudniej z cierpliwością i empatią, prawda?

I wtedy nie potrzebujemy by nam ktoś dokładał, że przecież nic się nie stało, o co ci chodzi i po co ta złość, lecz raczej odejmował kłopotów, zdjął trochę ciężaru z naszych barków.

Gdy najbliższa osoba po ciężkim dniu prosi o zaparzenie herbaty, to nie mówimy „przecież umiesz sam sobie zrobić” (wiadomo, że umie, jak ten sześciolatek), lecz raczej chętnie pomożemy i jeszcze kocyk podamy i coś do przegryzienia. Dziecku też warto pomóc. Obiecuję, że kryzys nie będzie trwał wiecznie. Obiecuję, że zacznie samo jeść (może nawet warzywa!), będzie sikało na toaletę, nie będzie wiecznie spało z nami w łóżku. To wszystko minie. Nasze wsparcie nie spowoduje jego regresu, wręcz przeciwnie – zbuduje jego pewność siebie, da siłę na dalsze zmaganie się z trudnościami. Jeszcze przyjdzie czas na naukę nowych umiejętności i wspinanie się na wyżyny. A póki co:

O D E J M O W A Ć

kochani

O D E J M O W A Ć

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *