WWD

Odczuwanie bólu.

Podczas wieczornego czytania książki o granicach i asertywności nasza 5 latka wyznała – jak to dziecko – ni stąd ni zowąd:

„wiesz mama, bo ja mam chyba cienką skórę. czasem mnie coś boli nawet jak się nie uderzę” – matko, pomyślałam.

Wiem, że mówi prawdę. Ten mały 5-letni człowiek wie, co mówi. W swojej wrażliwości odczuwa ból bardziej niż inni. Potrzebuje wsparcia przy większości skaleczeń, uderzeń i zadrapań. Nierzadko przy takich, które na pierwszy rzut oka interwencji nie wymagają.

I przypomniały mi się wszystkie upadki, po których córka płacze.

Pomyślałam o każdym guzie i zdartym kolanie, które naprawdę ranią, powodują dyskomfort i ból, choć chciałoby się dla łatwości zbyć dzieciaka rzuconym „no co Ty, wstawaj, przecież to nic takiego”.

Przypomniały mi się niewidoczne zranienia, które natychmiast trzeba zaopatrzyć plasterkiem.

I przytulenia, których ona tak bardzo potrzebuje po każdej z takich sytuacji.

Kiedyś myślałam, że być może to przez nas. Pewnie jesteśmy zbyt wyczuleni na wszelkie upadki. Może trzeba twardszą ręką te dzieci wychowywać? I zamiast „ojej, przewróciłaś się” powiedzieć raczej „dawaj, dawaj, biegniemy dalej”? Motywować, nie pokazywać słabości. Przecież dzisiejszy świat potrzebuje silnych osobników. Doświadczenie i wiedza uczą mnie, że wcale nie. Że ilość okazywanego wsparcia i empatii nijak się ma do tego, jak dziecko to będzie odczuwało. Znam takie, które nawet jeśli uklęknę blisko i mam ochotę pochuchać na zdarte kolanko, wstaną same i pobiegną dalej. Znam takie, które bez okazywanego wsparcia też pobiegną dalej, ale widać w ich oczach niezrozumienie dla swoich odczuć. I są takie, które będą płakać, marudzić i jęczeć. I chwała im za to, że okazują to, co czują. I chwała ich rodzicom, że dają im na to przestrzeń.

P.S. Plasterki naklejane na ubrania też działają.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *