Książki

Findus się wyprowadza, czyli przygody gadającego kota.

To jedna z tych książek, które znam praktycznie na pamięć. Pomięte kartki świadczą o ilości czasu, jaką spędziliśmy podczas jej czytania. Śmialiśmy się przy pierwszym czytaniu (Piii-bum jako odgłosy skakania zostały nam do dziś) i śmiejemy się za każdym razem. Wyłapujemy coraz to nowe śmieszne dialogi, ukryte drobnostki na pięknych ilustracjach („Mamo patrz na to!”), wracamy do ulubionych stron.

O czym jest?

To historia podstarzałego Pettsona, w którego życiu pojawił się mały kociak (historia jak pojawił się w jego domu opisana jest w książce pt. „Findus się zgubił”). Nie taki zwykły z niego kot, bo gadający i bardzo ciekawy świata. Na dodatek dowcipny i bardzo odważnie dążący do samodzielności.

Ale od początku..

O czwartej nad ranem w całej okolicy prócz ćwierkania ptaszków i innych porannych odgłosów natury słychać dziwne „piii-bum, piii-bum, piii-bum”. To kot rozpoczyna swoją kocią gimnastykę, czyli skakanie po łóżku, bo jak twierdzi „w przeciwnym razie stanie się sztywny jak jakiś staruszek, zacznie utykać i chodzić jak połamaniec”. Oczywiście dziadek ma tego dość.

Nie pamiętasz co mi obiecywałeś wczoraj?! – pyta Pettson.

Że nie będę siadał na kominie? – spytał kot.

Nie, nie o to mi teraz chodziło. Chodziło mi o to samo, co mi obiecywałeś przedwczoraj i przedprzedwczoraj.

Żeee.. nie będę drażnił kur!

Nie!

Że nie bęęędddęęę… – zastanawiał się Findus, podskakując lekko na łóżku.

Obiecywałeś, że skończysz ze skakaniem po łóżku codziennie o czwartej nad ranem!

I tak zaczęła się dyskusja, w wyniku której Findus wyprowadza się z domu Pettsona, pod warunkiem że jego nowy dom będzie odpowiednio wysoki – do skakania.

„Nie masz gdzieś jakiegoś starego domu, Pettson?”

Ależ oczywiście, Pettson miał. Stary wychodek 😀 I w nim zaczęli urządzać nowe mieszkanko dla Findusa. Kury pomagały, albo raczej przeszkadzały w tapetowaniu. Kot skakał po łóżku, trochę sprzątał, potem znów skakał, wypędził pająka i znów skakał..

Wszystko byłoby pięknie, jednak gdy nadeszła noc i widmo NAPRAWDĘ SAMOTNEJ nocy dla kota, pojawił się STRACH. Że niby lisy są w pobliżu, kot je słyszał i za nic w świecie sam nie zaśnie. Spędza więc noc u Pettsona, by od samego rana przygotowywać pułapki na lisy, w razie gdyby naprawdę chciały go zjeść. I tak mija im wspólnie czas. Przygotowują wymyślne systemy alarmowe anty-lisowe, potem Pettson musi usmażyć górę naleśników dla specjalnego gościa (dowiecie się z książki kto to taki), dokończyć tapetowanie pokoju, posprzątać w ogrodzie..

Jak się kończy historia?

Oczywiście dobrze i wzruszająco. Lisy nikogo nie zjadają, a czy Findusowi uda się przespać choć jedną noc w swoim nowym domu – przeczytacie sami.

Dla kogo?

Myślę, że dla kilkulatków (3+), choć obrazki są tak ładne, że młodsze dzieci nawet jeśli nie wysłuchają całej historii do końca, to będą miały radość z wypatrywania szczegółów (ukryte stworki, biegające i łobuzujące kury na drugim planie, itp.).

Polecam bardzo!

„Findus się wyprowadza” Sven Nordqvist wyd. Media Rodzina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *